Sukcesja gospodarcza i nieważność małżeństwa – kosmiczne i komiczne połączenie? Nie? Od kilku lat łączę te specjalizacje pod dachem mojego biznesu. Zgoda. Połączenie cokolwiek dziwne. No bo jak ożenić rozwód kościelny, którego faktycznie nie ma z sukcesją gospodarczą, o której nie bardzo wiadomo czym jest.

Najpierw wyjaśnię skąd w ogóle pomysł. Tematyką sukcesji gospodarczej zaczęłam się interesować osiem lat temu. Zaczęło się od rozmowy, którą prowadziłam w Ostrowie Wielkopolskim po szkoleniu. Rozmawiałyśmy o sytuacji firmy, której właściciel zginął w wypadku. Był to przypadek z biura, które prowadziła moja Rozmówczyni. I tak zaczęłam się zastanawiać – co zrobić w takim przypadku? Co ze zobowiązami, kontraktami, przetargami, leasingami, kredytami, dotacjami unijnymi, pracownikami, rodziną… Analiza stanu prawnego sprawiła, że moje gęste włosy stanęły dęba. Otóż w polskim prawie nie ma w ogóle regulacji dotyczących sukcesji gospodarczej (to był 2012 r. nie było jeszcze ustawy o zarządzie sukcesyjnym osoby fizycznej). Zaczęłam więc drążyć temat. Kolejne rozmowy. Najpierw w kancelarii. Potem na uczelni. W biurze księgowym. I … moje pytanie o to, czym jest sukcesja gospodarcza spotykało się najwyżej ze zdziwieniem.

A jednocześnie widziałam ogromną potrzebę mówienia o sukcesji. Wiedziałam – jeszcze nie znałam statystyk – że w Polsce większość przedsiębiorstw ma formę jednoosobowych działalności gospodarczych.  Co więcej – przecież ich właściciele zaczynali prowadzić  biznes po transformacji ustrojowej (przełom lat 80 i 90 ubiegłego wieku) lub w latach 90 – tych. A to oznacza, że powoli będą osiągali wiek emerytalny. Czyli … coś z tą firmą będą musieli zrobić. Ale co? Sprzedać? Nie da się. Zapisać w testamencie? Nie da się. No to co… I zaprosiłam zespół do współpracy. I działamy.

Zapraszam do lektury bloga. Będę pisać o sukcesji (w różnych kontekstach) i o nieważności małżeństwa.